blog background
 
Waldemar Witkowski: Waldemar Witkowski
Poznań spółdzielczość Lewica polityka samorząd
metka_epoznan
Panie Prezydencie, nie o to chodzi!
ok
25
not ok
14
liczba odsłon: 374

We wczorajszej opinii zawartej w Głosie Wielkopolskim Jacek Jaśkowiak kpił z oponentów, że twierdzą iż „centrum upada przez strefę uspokojonego ruchu i bezlitośnie zabierane miejsca parkingowe”. Nie podparł swoich słów żadnymi danymi, które by stwierdzały ilu poznaniaków odwiedzało Stare Miasto przed wprowadzeniem strefy i po jej wejściu w życie. Nie zauważył, że coraz więcej mieszkańców Jeżyc, Wildy, Łazarza i wielkich osiedli woli zostać w swoim fyrtlu, uczestnicząc w lokalnych festynach, chodząc do tamtejszych knajp, zadowalając się rozrywkami z najbliższego otoczenia.

 

Osobiście rozumiem, że „strefa 30” jest rozwiązaniem mocno promowanym na Zachodzie Europy. W samym Berlinie obszary o tak zwanym ruchu uspokojonym obejmują aż 70% sieci drogowej. W Poznaniu nie rozumie się jednak, co stoi za tą ideą. Mianowicie jej sens wyraża się w zwiększeniu bezpieczeństwa dla rowerzystów i pieszych i poprawną koegzystencję wszystkich uczestników ruchu. Rowerzyści, którzy poruszają się na ulicy razem z samochodami są pewni, że żaden z kierowców nie będzie szarżować, a oni sami będą wygodnie dostosowywać się do przepisów prawa drogowego. Piesi zaś bez strachu wchodzą na przejście.

 

Drogi rowerowe mają swoje zalety, ale też i wady. Skupię się na tych drugich, które w centrum Poznania najbardziej rzucają się w oczy. Po pierwsze, biegnąca po jednej stronie jezdni, uniemożliwia rowerzyście zgodne z prawem dojechanie do budynków i ulic znajdujących się po drugiej stronie ulicy. Po drugie, rowerzysta wygodnie porusza się po swojej ścieżce tylko do momentu dojazdu do skrzyżowania – tam dochodzi do zwiększonej ilości wypadków i stłuczek.

 

Władze Poznania wychodzą z założenia, by oprócz tempa 30 zmusić kierowców do powolnej jazdy poprzez zwężanie ulic, progi spowalniające jazdę, szykany, itp. Zabiera się w ten sposób miejsca parkingowe, co zniechęca osoby spoza centrum do wypraw na Stare Miasto. Udają się tam tylko w konkretnym celu.

 

Trzeba pamiętać, że na strefę 30 przeznaczane są z budżetu miasta pokaźne sumy pieniędzy. Po macoszemu w Poznaniu traktowane są zaś chodniki. W idee fixe włodarzy Poznania piesi nie istnieją. Mogą łamać nogi na Starym Mieście, Wildzie czy Jeżycach. Tymczasem kierowca kiedyś wyjdzie ze swojego pojazdu, a cyklista zejdzie z roweru. I udowodni, że jest istotą dwunożną, która swoje kończyny nie przeznacza do pedałowania lub naciskania na hamulec. Zatem co z tymi chodnikami na miarę zachodniej jakości z Kopenhagi, Amsterdamu czy innej Hagi?

 

O co chodzi, Panie Prezydencie?

WASZE KOMENTARZE
Autor bloga wyłączył możliwość komentowania tego wpisu
Zdjęcie: fot. Malwina Marciniak